czwartek, 1 września 2016

#48 Powakacyjnie


Po ponad roku unikaniu spojlerów, recenzji i innych materiałów związanych z Wiedźminem pod koniec czerwca udało mi się w końcu dorwać produkcję CD Projekt RED do ogrania na konsoli. I z przykrością muszę stwierdzić, że tak fajnej gry, z ciekawą fabułą i z dużą ilością smaczków zrozumiałych tylko dla ludzi z dawnych, słowiańskich terenów już niestety prawdopodobnie nie będzie. No i ten klimat, który wolę o wiele bardziej od kosmosu, science fiction i tym podobnych odlotów. Po powrocie z pracy jedyne co robiłem, to robiłem sobie obiad i siadałem do telewizora, aby z łazienki skorzystać tylko w czasie ładowania kolejnych obszarów gry - i tak przez całe wakacje, wybijając ponad 120 godzin gry.

Na całe szczęście dla moich pleców (i dla was też ;) ) ukończyłem Wiedźmina wraz z opcjonalnymi dodatkami - więc pora pożegnać Królestwa Północy, a czas wrócić do komiksowego świata. Bo i tematów na paski się nazbierało.

3majcie się, do następnego!

PS No i wszystkiego dobrego w nowym roku szkolnym ;)

niedziela, 26 czerwca 2016

Organista 8/8



***

NARESZCIE! Po miesiącach i tygodniach przekładania terminów skończyłem wreszcie historię Organisty - prostej historii w realiach "małej, polskiej wsi", dodatkowo w lekkich klimatach fantastycznych. Historia, która dodatkowo miała za zadanie wypełnić nudną końcówkę poprzedniego roku, ma swój finał z półrocznym poślizgiem. Cóż, nie zawsze uda mi się dotrzymać terminów...

Pomysł na Organistę pojawił się mojej głowie po przeczytaniu książki Bohdana Baranowskiego pt. "W kręgu upiorów i wilkołaków" - wydanie które jakimś cudem dorwałem 2-3 lata temu na Allegro, zbierając informacje na - póki co "tymczasowo zawieszonego" - drugiego bloga. W przez drugą połowę XX wieku etnograf zadarł sobie sporo trudu aby wysłuchać i spisać wszystkie podania o utopcach, południcach, bożętach i tym podobnym słowiańskim inwentarzu. I opisach niektórych stworów pada pojawia się właśnie postać organisty bądź owczarza, który pomaga przepędzać złe moce.

Dlaczego akurat organiści mieliby walczyć z potworami? Cóż, stare przysłowie rzecze "Jak trwoga to do Boga", tak więc i w tym przypadku lud chłopski szukał pomocy u proboszczów, ludzi poniekąd lepiej wykształconych od nich. Jednak jak można się domyśleć, lokalni księża byli dość nieprzychylni ku tym "szatańskim" opowieściom. A skoro ksiądz nie mógł pomóc, to pozostawał inny, wykształcony i obytym ze światem człowiekiem na wsi - miejscowy organista. Postać, która zarówno posiadała wiedzę świecką, jak i tą kościelną - a ta w zupełności wystarczyła, aby ten kościelny grajek po wypiciu paru głębszych na odwagę mógł się zabrać za likwidowanie kolejnych maszkar ukrywających się pośród okolicznych, pól, lasów i rzek. Można zaryzykować stwierdzenie, że organista był takim pierwotnym wiedźminem - tylko zamiast miecza walczył wodą święconą i wisielczym sznurem, który miał podobno magiczne właściwości ;)

Na ten moment historia mojego Organisty się kończy - może za kilka lat, jak jeszcze popracuję nad tworzeniem scenariusza i odpowiednim rysowaniem kolejnych kadrów, postać ta się przewinie w mojej twórczości, ale póki co - na pierwiastkowym blogu będą już tylko pierwiastkowe historie, a - dobra, zaryzykuję to stwierdzenie - "ambitniejsze komiksy" jak już będę publikował w formie jednego posta, tak jak to zrobiłem z Virtual Reality, albo założę osobnego bloggera/tumblra/profil na FB, na którym będą umieszczał moją dodatkową twórczość.

Tymczasem - idę się chłodzić i wypatrywać deszczowych chmur, bo przez ostatni tydzień pogoda w centrum Rzeszowa nie rozpieszcza. Skwar jak na polu w południe...

Do następnego!

Nowy pasek