niedziela, 26 czerwca 2016

Organista 8/8



***

NARESZCIE! Po miesiącach i tygodniach przekładania terminów skończyłem wreszcie historię Organisty - prostej historii w realiach "małej, polskiej wsi", dodatkowo w lekkich klimatach fantastycznych. Historia, która dodatkowo miała za zadanie wypełnić nudną końcówkę poprzedniego roku, ma swój finał z półrocznym poślizgiem. Cóż, nie zawsze uda mi się dotrzymać terminów...

Pomysł na Organistę pojawił się mojej głowie po przeczytaniu książki Bohdana Baranowskiego pt. "W kręgu upiorów i wilkołaków" - wydanie które jakimś cudem dorwałem 2-3 lata temu na Allegro, zbierając informacje na - póki co "tymczasowo zawieszonego" - drugiego bloga. W przez drugą połowę XX wieku etnograf zadarł sobie sporo trudu aby wysłuchać i spisać wszystkie podania o utopcach, południcach, bożętach i tym podobnym słowiańskim inwentarzu. I opisach niektórych stworów pada pojawia się właśnie postać organisty bądź owczarza, który pomaga przepędzać złe moce.

Dlaczego akurat organiści mieliby walczyć z potworami? Cóż, stare przysłowie rzecze "Jak trwoga to do Boga", tak więc i w tym przypadku lud chłopski szukał pomocy u proboszczów, ludzi poniekąd lepiej wykształconych od nich. Jednak jak można się domyśleć, lokalni księża byli dość nieprzychylni ku tym "szatańskim" opowieściom. A skoro ksiądz nie mógł pomóc, to pozostawał inny, wykształcony i obytym ze światem człowiekiem na wsi - miejscowy organista. Postać, która zarówno posiadała wiedzę świecką, jak i tą kościelną - a ta w zupełności wystarczyła, aby ten kościelny grajek po wypiciu paru głębszych na odwagę mógł się zabrać za likwidowanie kolejnych maszkar ukrywających się pośród okolicznych, pól, lasów i rzek. Można zaryzykować stwierdzenie, że organista był takim pierwotnym wiedźminem - tylko zamiast miecza walczył wodą święconą i wisielczym sznurem, który miał podobno magiczne właściwości ;)

Na ten moment historia mojego Organisty się kończy - może za kilka lat, jak jeszcze popracuję nad tworzeniem scenariusza i odpowiednim rysowaniem kolejnych kadrów, postać ta się przewinie w mojej twórczości, ale póki co - na pierwiastkowym blogu będą już tylko pierwiastkowe historie, a - dobra, zaryzykuję to stwierdzenie - "ambitniejsze komiksy" jak już będę publikował w formie jednego posta, tak jak to zrobiłem z Virtual Reality, albo założę osobnego bloggera/tumblra/profil na FB, na którym będą umieszczał moją dodatkową twórczość.

Tymczasem - idę się chłodzić i wypatrywać deszczowych chmur, bo przez ostatni tydzień pogoda w centrum Rzeszowa nie rozpieszcza. Skwar jak na polu w południe...

Do następnego!

Nowy pasek