środa, 30 listopada 2016

#51 Epizod krakowski. Ikea


Miejmy nadzieję, że ta zachowana frytka została już rozłożona przez naturę na czynniki pierwsze - chociaż, z frytkami z maka to różnie bywa, bo są szalenie wytrzymałe (kto nie oglądał "Super Size Me" to polecam).

I jakby nie patrzeć - dla kogoś kto pierwszy raz odwiedza takiego molocha jak IKEA robi to wrażenie. Osobiście nie mogłem wyjść z podziwu dla różnych praktycznych rozwiązań wymyślonych przez Szwedów. Z każdą kolejną wizytą ten pozytywny efekt mija - ot, po prostu, kolejny meblowy z dodatkami. Tak samo jak teraz wszelkie sieci fastfoodów - kiedyś faktycznie symbol zachodniej kultury, coś nowego i innego od domowych obiadków, a teraz można to spotkać średnio w promieniu 20 km od miejsca zamieszkania.

Z wypadu do Krakowa będzie jeszcze jeden pasek i to jeszcze przed świętami, póki co szykuje rysunki na coroczne mikołajkowe spotkania Rzeszowskiej Akademii Komiksu - szczegóły podrzucę jutro na moim Facebooku.

Do następnego!

P.S. Kurde, tak dawno publikowałem, że aż Blogger pozmieniał trochę panel administracyjny :V

1 komentarz:

  1. Też dopiero rok temu pierwszy raz byłam w Ikei :D I swoją pierwszą wizytę w macu też pamiętam: widocznie małe miejscowości na wschodzie i zachodzie Polski niewiele się od siebie różnią :D

    OdpowiedzUsuń

Nowy pasek