Cóż, nigdy nie byłem na Woodstocku czy podobnym festiwalu, tak więc nie mam porównania; ale CRF spodobał mi się w 100%. Stare, punkowe zespoły dawały radę, trochę młodsze też. Może trochę pogoda nie dopisała, (zwłaszcza oberwanie chmury, które doprowadziło do awarii zasilania głównej sceny ostatniego dnia) ale dzięki temu można było robić z siebie debila próbując skakać w deszczu, gdy reszta schowała się pod parasolami.
Za rok znowu zainwestuję w karnet na 3 dni. I może znowu spotkam parkę, która latała i żebrała o piwo do swojego arbuza.
Tymczasem, wrzesień się zaczyna - a co za tym idzie, szkoła, a z nią - praktyki studenckie. Coś czuję, że lekcje w gimnazjum dadzą ładną inspirację na paski - tak więc nie dziwcie się, jak was zasypię linkami na fejsie czy w RSSach... :P
Trzymajcie się, w następnym tygodniu coś wrzucę na bloga!
Nas piwoarbuzem i wódkoarbuzem częstowano, generalnie wydaje mi się, że na Woodstocku miałbyś to samo, tylko x10. ; )
OdpowiedzUsuńMotywu z arbuzem jeszcze nie widziałem - ale, że u nas na Wschodzie wszystko 5 lat do tyłu, to pewnie takie akcje dopiero staną się popularniejsze na następnych festiwalach ;]
Usuń